Łączna liczba wyświetleń

Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 lipca 2013

Rozdiał 36 ,, Czy to można nazwać granie w butelke ? ''

Rozdział 36

,, Czy to można nazwać granie w butelkę ? ''

Zosia.

Pięć dni później. 

Minęło siedem dni, spędzone z rodziną Harrego. Nadszedł czas na wyjazd do Polski, ale chcemy jeszcze pojechać do Londynu. Rodzice Harrego, byli tacy sami jak moi rodzice, no ale się trochę różnili. Polubiłam to miejsce, na pewno tu jeszcze wrócimy.

 Następnego ranka obudziłam się słysząc głośny śpiew ptaków za moim oknem. Przewróciłam się na drugi bok i powoli zaczęłam otwierać powieki. Harry już nie spał. 

- Kocham cię.- powiedział.

- Ja ciebie też kochanie, wczoraj byłeś wspaniały.

- Ty też, skarbie.- powiedział dając mi buziaka w czółko. 

- Która godzina ?- spytałam. Wziął komórkę i powiedział.

- 7.00 za trzy godziny mamy samolot kochanie, trzeba wstawać.

- Niestety.- powiedziałam i wstałam z łóżka, wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Kiedy wszystko zrobiłam wyszłam, a po mnie wszedł Harry. Usiadłam na łóżko i czekałam na niego, żeby iść razem na śniadanie. 

Zeszliśmy na dół. Przywitaliśmy się i usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać posiłek. Po zjedzeniu, pomogłam mamie Hazzy zmywać naczynia. Kiedy skończyłam, poszłam na górę do Harolda. Tam zobaczyłam Harrego jak rozmawia z ojczymem. Nie chciałam przeszkadzać, więc nie wchodziłam do pokoju Hazzy, ale słyszałam jak rozmawiają : ,, Harry słuchaj, ta dziewczyna jest fajna, piękna, radosna nie możesz stracić jej. Drugiej takiej dziewczyny nie znajdziesz. Więc musisz z nią być do końca życia.''  a on mu odpowiedział : ,, Wiem, i zamierzam tak zrobić. Chcę z nią być do końca życia, na pewno tego nie zmarnuje.'' 
Byłam szczęśliwa spotkała idealnego faceta, który chce być zemną do końca życia. Jak to mówili, zaczęłam się uśmiechać. Kiedy skończyli rozmawiać,jego ojczym wyszedł, a ja weszłam. 

- Kochanie musimy, już jechać zaraz mamy samolot.- powiedziałam, siadając koło niego na łóżku.

-  Wiem.- był smutny coś go musiało męczyć. Nie chciałam się pytać, ale się spytałam byłam bardzo ciekawska. Nie chciałam, żeby on był smutny. Kiedy on jest smutny to ja też jestem smutna.

- Czemu jesteś smutny ?

- No bo.... Znowu jadę gdzieś. Chciałbym być przy nich, a nie kontaktować się przez Skype albo przez dzwonienie do siebie. Znowu nie zobaczę ich miesiąc, dwa miesiące nawet nie będę wiedzieć co u nich słychać. No bo mogą mnie nawet okłamać przez telefon. No ale pojadę. To było moje marzenie, żeby zostać piosenkarzem. I jeszcze mam ciebie. Mój największy skarb. Moją heroinę, mój narkotyk. Kocham ciebie skarbie i zrobię na ciebie wszystko. Ale mam nadzieje, że będziemy mieli czas, żeby tu przyjechać ?

- Kochanie, obiecuje ci że jeszcze tu przyjedziemy, nie martw się.

- Tak, przyjedziemy tu z naszymi dziećmi. Może i sami. Wrócimy tu i znowu zobaczę ten dom, moich rodziców, moją siostrę. I sobie przypomnę te wszystkie wspomnienia co tu były.- powiedział i mnie pocałował. Następnie po chwili dodał.- Dobra to ty wzywaj tu taksówkę, a ja zniosę nasze walizki na dół.

- Tak jest, kochanie.- zadzwoniłam po taksówke. Przyjedzie za dziesięć minut. Wyszłam z pustego pokoju Harrego. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Na dole czekali już oni na mnie. Pożegnałam się z jego mama, ojczymem i siostrą. Bardzo uch polubiłam i przykro mi było, że się z nimi rozstaje. Harry też się pożegnał i wyszliśmy z domu. Taksówka już na nas czekała. Zapakowaliśmy walizki, weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy na lotnisku. Nie widziałam chłopaków dwa tygodnie. Nie mogłam się doczekać jak będziemy w Londynie. 

Harry.    

Ciekawe czy chłopacy tęsknili za nami ? Ja się stęskniłem i to nawet bardzo. Nie mogę się doczekać jak ich zobaczę. Przyjechaliśmy na lotnisko, zapłaciłem panu i wyszliśmy z auta biorąc walizki ze sobą. Podeszliśmy kupić bilety. Kiedy kupiliśmy bilety, usiedliśmy na kanapie czekając na samolot. Po jakich piętnastu minutach samolot przyleciał.

Weszliśmy do samolotu. Usiedliśmy koło siebie, jak zawsze. Zosia wzięła swój telefon, słuchawki i zaczęła słuchać muzyki.  

- Chcesz ?- spytała dając mi jedną słuchawkę. Leciała moja ulubiona piosenka Johna Mayera - Free Fallin.

- Kocham tą piosenkę.

- Ja też to moja ulubiona.

- Moja też.- zaczęliśmy jej słuchać i śpiewać.

LOL   

Cały lot słuchaliśmy muzyki i spaliśmy wtuleni e siebie. 
Wyszliśmy z samolotu i poszliśmy na lotnisko. Zadzwoniliśmy znowu po taksówkę. Czekaliśmy nie długo.

Pojechaliśmy do domu. Już niedługo będziemy w naszym domu. Tam czekają nasi kochani przyjaciele. 

Zosia.

Byliśmy już na miejscu. Harry zapłaci panu i wyszliśmy z samochodu. Wzięliśmy z bagażnika walizki i skierowaliśmy się do drzwi. Weszliśmy do środka. Mysileliśmy, że nikogo nie ma, ale po chwili przylecieli do nas, od razu nas przytulili. 

- Jak my się za wami stęskniliśmy.- powiedział Louis.

- My za wami też.- powiedziałam uśmiechając się. 

- Jesteście głodni.- powiedział Niall.

- Tak, przyjechaliśmy akurat na obiad. 

- To ja zaraz zamówię pizze.- powiedział Liam, i poszedł zadzwonić. My poszliśmy do naszej sypialni się rozpakować i dać brudne rzeczy do pralki, żeby wyprać. Kiedy wszystko zrobiliśmy zeszliśmy na duł. Pizza już była. Usiedliśmy wszyscy do stołu i zaczęliśmy jeść. Kiedy skończyliśmy jeść, usiedliśmy na kanapie. W Telewizji leciały jakieś durne telenowele. Jakby nie mogli puścić dobrego filmu akcji. Siedzieliśmy znudzeni na kanapie. Ja i Harry oczywiście w środku. Obok mnie siedział Naill, a koło Harrego Liam. A na fotelach siedzieli Louis i Zayn. Nagle wpadłam na fajny pomysł. 

- Dawajcie zagramy w butelkę - rzuciłam w ich kierunku. Popatrzyli na mnie z radością w oczach. 
 
- Dobra. – odpowiedział za wszystkich Louis.

Usiedliśmy na podłodze w kółku,a na środku leżała butelka.
 
 gra w butelke
 
- Ja zaczynam! – krzyknął Louis. Cieszył się jak małe dziecko. Aż się bałam co dla mnie wymyśli. On był nieobliczalny.
 
- Dziewczyny mają pierwszeństwo – zauważył Harry,przenosząc na mnie wzrok. Był taki słodki.
 
- Dobra, niech Louis zaczyna. – Mrugnęłam do bruneta. Odmrugnął i na jego pełnych wargach zagościł uśmiech. Och Zosia uspokój się! Louis zakręcił. Wypadło na Nialla.
 
- Pocałuj Zosie w policzek – rzucił. Ach mogłam się tego spodziewać. Jestem jedyną dziewczyną w ich towarzystwie. Perrie ma trasę koncertową. Zawsze jak gramy i jestem tylko ja to każdy z chłopców musi mnie cmoknąć. 
 
-Tylko w policzek? Może coś więcej? – Spytał z nadzieją blondyn. Trzepnęłam go ze śmiechem w ramię. Ten to ma tupet! Niegrzeczny żarłoczek. Cmoknął mnie w policzek. Zakręcił i wypadło na mnie.
 
- Zosia cmoknij Liama w czoło.
 
- Już nie masz czego wymyślać? – spytałam ze śmiechem.Nie wiem czy chłopcy zauważyli, ze był to n e r w o w y śmiech. Czasami żałowałam, ze w naszej butelce nie ma pytań tylko same wyzwania. Zawstydzona podeszłam do Liama. Patrzył mi w oczy. Miał piękne oczy. Takie... Brązowe. Nie, no STOP! Uklęknęłam, odgarnęłam mu włosy z czoła i złożyłam na nim pocałunek . Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Gdy się od niego oderwałam, spłonęłam rumieńcem. Chłopaki się śmiali. Czemu tak n a t a r c z y w i e się we mnie wpatrywał? Przecież ja mam chłopaka. Kocham mojego Harrego. Zakręciłam  butelką i wypadło na...Liama! No nie! Ja to mam szczęście. Jednak ja nie byłam nudna. Dam wycisk chłopakowi.
 
- Liam musisz dotknąć łyżki. – uśmiechnęłam się chytrze. Wiedziałam, że to go przerazi i tak jak myślałam, Liam momentalnie pobladł.
 
- COOOOO ?!!!!!!
 
- No dajesz Daddy – zaśmiał się Louis. Bawiło go to. Podszedł do szuflady ze sztućcami, wyjął łyżkę i podał ją Liamowi. Payne popatrzył na mnie zranionym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Chłopak chwycił ją drżącą ręką. Zrobiło mi się go troszkę żal.
 
- Mogę już przestać? – Wydukał zmartwiałymi wargami. Kiwnęłam głową. Wybuchnęliśmy śmiechem. Liam odłożył łyżkę i odetchnął z ulgą. Gdy zobaczył nasze miny naburmuszył się. Słodziak. 


- No co ?! – burknął. 
 
- Nie nic – wykrztusił Zayn.  Liam  zakręcił butelką. Wypadło na Louisa. Uśmiechnął się chytrze. Hm co on wymyślił?
 
- Louis, połaskocz Zayna -  Zayn w mgnieniu oka się uspokoił i spojrzał na niego przerażeniem. Nie dziwię mu się. Lou jest zdrowo świrnięty i nadpobudliwy. Rzucił się na Zayna. Pełne współczucie dla Mulata. Łaskotali się tak z dwadzieścia minut. Gdy już się uspokoili zakręcił butelką. Znowu wypadło na Harrego.
 
- No to teraz zaszalejemy – poruszył brwiami. Mam się bać?
 
– Pocałuj Zosie z języczkiem.
 
Że co ?! O Boże nie no naprawdę zaszalał. Przecież ja się tam spalę ze wstydu. Jeszcze przy chłopakach nieee.

- Nie przesadzacie? – jęknęłam. Popatrzyłam na Hazze, który szczerzył się do mnie. A ten co taki wesoły? Czy oni coś knują? Na przykład chcą mnie upokorzyć  nagrać i wrzucić do neta? Tylko to mi przychodzi do głowy.
 
- Może na osobności ? – zaproponował. Kiwnęłam głową. Dobre i to. Przynajmniej wścibski Lou nie będzie podglądał. Wyszliśmy na taras 
 
- Dlaczego nie chcesz? – Spytał ze smutkiem. Czy ja się przesłyszałam?
On się mnie pyta D L A C Z E G O?! O co chodzi?

 
- No bo... Ja się wstydzę – wymyśliłam coś na poczekanie. W sumie to nie było to zbyt wielkie kłamstwo bo się wstydziłam i to bardzo. 
 
- Czego? – ujął mnie za rękę. Moja skóra płonęła. Ciało lgnęło do niego. Nie panowałam nad nim. Mimo to wyrwałam się i westchnęłam.
 
-  Harry, no wiesz całowaliśmy na języczki zawsze kiedy byliśmy sami no i....- Nie zdążyłam dalej dokończyć, gdyż Hazza złączył nasze wargi w jedność. Niechętnie oderwaliśmy się od siebie.
 
- Teraz mnie posłuchaj. Kocham cię.  Kocham Twoje serce, Twoją osobowość. Kocham Twoje ruchy, twoje drobne ciałko. Kocham twój uśmiech, twoje roześmiane oczy. Kocham całą ciebie. I to się nigdy nie zmieni. I nie musisz sie wstydzić, nawet chłopaków. - nie wiedziałam co powiedzieć. Jego słowa zaskoczyły mnie i wzruszyły jednocześnie. Nie mówiłam nic tylko wtuliłam się w jego ciepłe ramiona. Było mi w nich dobrze. Nie chciałam przerywać tej magicznej chwili. 
 
- Ja ciebie też kocham... – powiedziałam, tylko tyle zdążyłam powiedzieć, bo znowu się pocałowaliśmy. Postanowiliśmy wrócić do chłopaków. Usiedliśmy na swoich miejscach. 
 
- Kończymy grę, musimy z Zosią coś załatwić.- powiedział Hazza parząc na mnie z swoim diabelskim uśmiechem. Wiedziałam o co mu chodzi, więc też się uśmiechnęłam. 
 
- Dobra kończymy tylko coś powiem.- powiedział Liam. 
 
- Możecie się tak nie drzeć jak zawsze, bo nie mogę przez te jęki zasnąć. 
 
- A ja dam wam radę. A mianowicie... - zaczął Zayn..
 
- Zabezpieczajcie się! - dokończył Louis. Wszyscy parsknęli śmiechem.                          
 
- Dom wariatów - pokręciłam głową.
 
- Ale ty do niego należysz - szepnął Hazza całując mnie w głowę. 
 
- O tak. Razem z Tobą - odszepnęłam i poszliśmy do sypialni. (No i wiecie co było dalej, nie pisze dzisiaj +18 napisze jutro jak będzie dużo lajków :D). Spędziliśmy całą noc razem.

sex 
 
-----------------------------------------------------------------------------------
 
Sorry, że nie pisałam ale nie mniałam czasu. Jak pisałam będę szukała czsu na pisanie. Jutro postaram napisać, dla was. No i jak będzie dużo lajków to napisze +18 :D  
 Pamiętajcie, że jutro następny rozdział :) 
Mam nadzieje, że będziecie go czytać :D
Lajkujcie !
Komentujcie !
Czytajcie i oglądajcie !
Obserwujcie !
 
☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻
 

Kupcie mi xD
 
 
 
 
 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz