Łączna liczba wyświetleń

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 18

,, Ach ta miłość.''

Zosia:

Z rana obudził mnie promyk słońca dostający się przez niezasłonięte okno. Wzdychając chcę się podnieść, lecz coś uniemożliwia mi wstanie. Spoglądnęłam w bok i widzisz, że mój ukochany trzyma mnie mocno w pasie i widocznie nie zamierza puścić.

- Harry skarbie, puść mnie. Chce wstać. - za czochrałam chłopakowi włosy, mrucząc mu do ucha, jednak on nie puszcza mnie, wręcz przeciwnie: przyciąga jeszcze bardziej do siebie.

 - Hazza no, puszczaj. - ignoruje mnie.

 Nagle wpadłam na genialny pomysł. Pochyliłam się nad chłopakiem, kładąc mu ręce na torsie, napierałam się na niego. Nieświadomy ułatwia mi to co zamierzałam zrobić, nie sprzeciwiając się i z hukiem lądował na podłodze. Wybuchnęłam donośnym śmiechem słysząc głośne jękniecie. Wychyliłam się, zza brzegu łóżka cały czas chichocząc i przyglądnęłam się mu. Nagle Harry złapał mnie za ramiona i ściąga w dół. Opadłam na jego tors. On przytulił się do mnie, a ja ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w rytmiczne uderzenia serca.

- Ono bije dla Ciebie kochanie. - szepną tuż przy moim uchu, przygryzając jego płatek delikatnie, a mnie oblewa fala gorąca. Uniosłam głowę i pocałowałam go.

- Jedziemy dzisiaj do domu ?- spytałam.

- Jutro, bo dzisiaj chcę spędzić z tobą czas i z chłopakami.

- Ok, spoko to gdzie idziemy ?

- Co ty na to, żeby iść na tenisa ?

- Ok, możemy. - Przebraliśmy się w ciuchy i poszliśmy na śniadanie. Śniadanie robił dzisiaj Louis. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Po śniadaniu poszliśmy na górę i przebraliśmy się w strój sportowy i zeszliśmy na dół wzięliśmy sprzęt do tenisa. Wszyscy byli gotowi i wyszliśmy. Poszliśmy na piechotę, bo był blisko park tam gdzie można zagrać w tenisa. Byliśmy już w parku i zaczęliśmy grać. Mi trochę nie wychodziło i zaczął mnie uczyć.  

 Idzie mi fatalnie, ale się nie poddaj. Chłopak cały czas mnie chwali i mówi, że kiedyś się nauczę. Gdy pięć razy nie mogę trafić rakietką w piłkę zaczynam tracić cierpliwość. Potem popatrzyłam na Harry'ego. On gra świetnie. Nie to co ja. W końcu nie wytrzymałam. Rzuciłam rakietką i usiadłam wkurzona na podłodze. Zrobiłam wściekłą minę i nic nie mówiłam. Harry podszedł do mnie z uśmiechem i zaczyna mnie pocieszać:

- Nie ma sie co denerwować. Jak chcesz to możemy porobić coś innego.

- Nie chodzi o to, że nie chce mi się grać tylko o to, że nie umiem grać! - odwróciłam głowę w przeciwną stronę.

- Ale tenis to nie jest łatwy sprot i naprawdę robisz duże postępy. - popatrzył na moją twarz.

- Ale ja nic nie umiem. Nie mam żadenego talentu. Jestem do niczego. - pojedyncza łza spływa mi po policzku.

 - No spójrz tylko na siebie. Jesteś przystojny, wysportowany, utalentowany muzycznie i ogólnie jesteś idealny, a ja nawet ładna nie jestem. Nie zasługuję na ciebie.Teraz już zaczełam płakać Harry nic nie mówi. Patrzy na mnie z niezrozumieniem.

- Jak ty tak nawet możesz myśleć. To wcale nie jest prawdą. To straszne jak możesz o sobie tak mówić. Jesteś najlepsza, we wszystkim. Umisz śpiewać, i jesteś najsymatyczniejszą osobą jaką znam, nabardziej uroczą i niepowtarzalną. Jak pierwszy raz cię zobaczyłem od razu widziałem, że to to jedyna, z którą chcę spędzić resztę życia. Kocham cię i to właśnie ty jesteś moim ideałem jedynym we wszechświecie. - jemu łzy również płyną mu strumieniami.

Siedziałam ze spuszczoną głową. Harry usiadł obok mnie, odgarnia ze mnie włosy i składa na moich ustach delikatny pocałunek.
Następnie poszliśmy trzymając się za ręce.  

Wieczorem siedziałam w samej bieliźnie i narzuconym szlafroku na kanapie z głową na kolanach Harrego, bawiąc się jego włosami. On od jakiegoś czasu nie zwraca uwagi na film, tylko intensywnie mi się przygląda, niesamowicie tym rozpraszając. Bo jak można skupić się na filmie, skoro jego cudowne niebieskie tęczówki błądzą po twojej twarzy. 

- Nie patrz tak.- pstryknełam go w nos, chichocząc.

- Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Jesteś piękna, wiesz? - za rumieniłam się, choć już nie raz słyszałam to z jego ust.

- Uwielbiam twoje rumieńce. Włosy. - Odsuwa Ci z policzka włosy, które przed chwilą specjalnie na niego zasunęłaś, by nie było widać rumieńców, i całuje Cię lekko w kącik ust. 

-Uwielbiam twoje oczy, w których można zobaczyć wszystkie uczucia. Dłonie, które mógłbym nie puszczać. 

- Uwielbiam twój uśmiech, który rozjaśnia cały mój świat. A najbardziej uwielbiam to, że jesteś cała moja. - pocałował mnie.

 - Tylko moja. - dodał, na chwilę odrywając się od moich ust. Jego wargi były miękkie i delikatne. Wplotłam palce w jego włosy i odchyliłam głowę do tyłu. Ułożyłam się wygodnie między moimi nogami i jedną ręką majstrował przy koronkowym skrawku materiału twojej bielizny. Poczułam jak spoczywa wargami na moim uchu. Poczułam jego oddech, tak gorący i jednocześnie suchy, że aż przeszły mi dreszcze. Pocałował mnie w kącik ust, a w zasadzie cmoknął na swój sposób z czułością i uwielbieniem, po czym posłusznie wyjął dłoń spomiędzy moich nóg i  zaczął beztrosko i na luzie zrzucać z siebie kolejne ciuchy (swoje). Później już poszło gładko. Najpierw on był na górze dałaś mu tę satysfakcję potem Ty, potem obaj znowu on... Generalnie ciężko zliczyć. 

- I kocham Cię. - błądzi ustami po mojej szyi, dekolcie. Jego dotyk rozpalał w ogień, którego nie potrafiłaś ugasić.

- Też Cię kocham Harry - tak, to było pewne. Kocham Go. Liczymy się tylko my. Ja i On. Niepodzielna całość.

----------------------------------------------------------------------------------

Bardzo dziękuję za 600 wyświetleń kocham was. Mam nadzieje że będziecie dalej czytać i lajkować. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥!♥♥♥ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz